sobota, 22 listopad 2008
Strona główna
Wojny atomowe.
BOGOWIE ATOMOWYCH WOJEN
Wojny atomowe.
BOGOWIE ATOMOWYCH WOJEN Powiedz o nas.
Jeśli znasz kogoś kto interesuje się tą tematyką to powjadom go o tej stronie!Historia Cywilizacji
| Od Autora. |
| Potop |
| Świątynie |
| Prehistoryczne miasta |
| Piramidy egipskie |
| Dolmeny |
| Statki kosmiczne |
| Ewolucja człowieka |
| Nauczyciele |
| Epoka Lodowcowa |
Archiwum
| Wojny atomowe. |
| Kataklizmy |
| Mamuty |
| Myśleć logicznie |
| Potop |
Nawigacja Strony
| Strona główna |
| Linki |
| Napisz do mnie |
| Forum Czytelników |
Licznik odwiedzin
Odwiedziło stronę od 2003 96256 osób. Dziękuję.
| Dzisiaj | 18 |
| Wczoraj | 92 |
| W ciągu tygodnia | 431 |
| W ciągu miesiąca | 2085 |
| Wszystkich | 96256 |
Przybyłeś z....
| www.google.bg |
| www.google.pl |
| search.live.com |
| www.google.com |
| www.racjonalista.pl |
|
Jesteś w Wojny atomowe . BOGOWIE ATOMOWYCH WOJEN |
|
|
|
| Napisał: Dr Miloš Jesenský | |
| piątek, 07 grudzień 2007 | |
|
Strona 6 z 39 Fakt stwierdzenia wysokiej radioaktywności tych szczątków ludzkich potwierdza także członek AN ZSRR dr M. Dimitriew: Nawet po okresie 4.000 lat są to najbardziej radioaktywne szkielety - i prawdą jest, że tak bardzo, jak kości ofiar Hiroszimy i Nagasaki.[34] Niemniej ciekawymi są okoliczności, które towarzyszyły zanikowi najstarszej cywilizacji Mezopotamii. W literaturze specjalistycznej możemy sobie poczytać, jak to państwo Sumeru padło, kiedy zostało zaatakowane około roku 1950 p. n. Chr. z północy przez Amorytów a od wschodu przez Elamitów. Ale to nie wszystko. Około roku 1700 p. n. Chr. znikła ostatnia wzmianka o Sumerze i Sumerach, i dziwnym jest to, że stało się to akurat w tym samym czasie, kiedy o kilka tysięcy kilometrów na wschód znikły miejskie aglomeracje Mohendżo-Daro i Harappy... Znany asyrolog Zacharia Sitchin, znany ze swych kontrowersyjnych teorii o dziejach Bliskiego Wschodu, analizuje w swej pracy „Wojny bogów i ludzi” tabliczki klinowego pisma, które opisują katastrofy poprzedzające zniknięcie ostatnich miast Sumeru. Wspomina się tedy w nich o „przyjściu niewidzialnej śmierci” w kształcie obłoku gnanego „złym wiatrem”, który to obłok przykrył całą krainę „jak płaszcz, a raczej śmiertelny całun pokrył całe miasta”. Jego kolor był „czerwony jak słońce na zachodzie, ale przesłonił prawdziwe słońce, a gorący dech bogów przychodzący z zachodu przenosi ciemność z miasta do miasta.” Obłok ten powstał, jak to czytamy, z „oślepiającej błyskawicy znad Zachodnich Gór (tj. półwyspu Synaj), na równinie, bez miłosierdzia, w bliskości morza” - tj. w pobliżu zatoki Ejlat (Izrael): Gigantyczny żar wystrzelił ku niebu, ziemia się zachwiała, a wielcy bogowie pobledli...[35] Mało który naród miał poetów, którzy wyśpiewywali swój żal nad jego zgubą. Nie mieli ich starożytni Egipcjanie, dlatego że zmarli powoli, nie gwałtowną śmiercią, nie mieli ich Hetyci, bo zginęli jakby rażeni piorunem, nie maja ich Kartagińczycy, bo Rzymianie nie dali im na to czasu, nie mieli ich Asyryjczycy ani Babilończycy - pisze w swym nekrologu na nagrobek kultury Sumeru dr Vojtech Zamarovský w swej znakomitej pracy.[36] Dr Zamarovský chciał tymi słowami wyrazić to, że Sumerowie wynaleźli oryginalny gatunek literacki, którym dramatycznie wpisali się do złotej księgi światowej literatury - były to „lamentacje” nad zagładą swych ostatnich miast, które porównywali do ostatnich kwiatów umierającej kultury... A te „gorzkie żale” czy „narzekania” są z pewnego względu dla nas niezmiernie ważne. W „Lamencie nad Eridu” opisuje się miasto, które było „zaduszone w milczeniu”. Trupy mieszkańców leżały grupami na ulicach, prawie identycznie, jak w Mohenjo-Daro. W „Lamentacjach nad Nippur” znajdujemy coś podobnego: Martwi zapełniali ulice miasta, trupy leżały na jego kiedyś tak pięknych ulicach, na których za życia tak chętnie się przechadzali - teraz wszyscy tu leżeli nieżywi... Największym z tych elegijnych poematów, o objętości około 450 wersów, pod nazwą „Lamentacja nad Ur” jest wedle naszego punktu widzenia nie tylko płaczem poszkodowanej ludności nad ludźmi, przeciwko którym obrócili się ich właśni bogowie, ale także krzykiem przerażenia, rozpaczy i bezsilności przeciwko eksplozji bomby jądrowej. Czytamy zatem: Wtedy dobry wiatr odszedł, a na miasto spadły troski i bieda - ojciec Nannar, miasto biednym było: lud płacze. Jego mury popękały: lud narzeka! I dalej: W głównej bramie miasta, która ludzie doń wchodzili, leżą trupy. Na przestronnych placach, gdzie działy się wielkie wydarzenia - leżą zabici. Przed świątyniami, gdzie odbywały się wielkie uroczystości - leżą stosy trupów. Krew leje się na ziemię, jak brąz i ołów do pieca. Trupy, jak owcze sadło, rozkładają się na słońcu... Kto się ośmielił stawić opór, ten został porażony bronią. Kto ratował się ucieczką, tego zmiotła burza. Silny i słaby zginął w Ur. starcy, którzy zostali w mieście, ginęli w ogniu. Nawet niemowlęta w łonie swych matek - zabrała woda, jak ryby...[37] Krótko potem sumeryjska cywilizacja uległa naporowi Elamitów, którzy złamali jej kark. To był raczej coup de grace - cios litości zadany umierającej krainie, przez którą przeleciał „wiatr śmierci”, o którym piszą lamentacje. Także w hetyckim mieście Hattushas (Hattuszas) - centrum i stolicy cywilizacji Hetytów, którego ruiny odnaleziono w Boghazköy, leżącego w odległości około 150 km na wschód od Ankary (Turcja), znajdujemy także ceglane ściany domów, stopione do czerwonawej masy... W tym mieście a n i j e d n a budowla nie ostała się straszliwemu żarowi. Zapytajmy się, co takiego stało się około roku 1200 p. n. Chr., kiedy życie tej ludnej metropolii zostało nagle przerwane wskutek jakiegoś ataku, przed którego siłą i brutalnoscia nie uchroniły go ani grube ceglane mury, których grubość przy fundamencie wynosiła 7 m! Hattushas nagle, z dnia na dzień, zmienił się w kupę gruzów, i dopiero po upływie kilku stuleci ponownie zamieszkali tu ludzie, których starofrygijskie miasteczko utrzymało się aż do czasów hellenistycznych. A co się stało kiedyś, w starożytnej Irlandii, gdzie do dziś dnia możemy na kamiennych murach twierdz Dundalik i Ecos zobaczyć witryfikację spowodowaną gwałtownym skokiem temperatury? A to jeszcze nie wszystko, bo coś podobnego można znaleźć na szczycie wysokiej na 616 m n.p.m. góry Tap O’Noth w Aberdeenshire (Szkocja), gdzie wspaniała górska twierdza zbudowana z ogromnych głazów zamieniła się w czarna masę, spieczoną ekstremalnie wysoką temperaturą, która była tak wysoka, że stopiona szlaka skalna spływała promieniście ze szczytu i tężejąc tworzyła sople na kształt stalaktytów. (!!!) Agnosco veteris vestigia flammae - poznaję ślady wielkiego ognia - mówi kartagińska królowa Dydona w wergiliuszowskiej „Eneidzie”, a te słowa powiedziane w innym czasie i innym miejscu, doskonale pasuja do naszej zagadki. Pradawne fortyfikacje (przez kogo i przeciwko komu zbudowane?) były zniszczone nagłym i silnym pulsem udaru termicznego - przy czym witryfikacja, czyli zeszklenie kamienia, przebiegała o d g ó r y - są rozsiane na całym terytorium Wysp Brytyjskich, a także we Francji i Niemczech. Zwitryfikowane powierzchnie kamienne możemy zobaczyć także w inkaskiej twierdzy Sacsayhuaman nad dzisiejszym Cusco, około 4.000 m n.p.m. w południowych Andach Peruwiańskich. Tutaj poza udarem termicznym działała jeszcze jakaś nieznana siła, która wyrwała ze ścian bloki kamienne, i ułożyła na stosy, jak pudełka zapałek. W 1898 roku, opublikowałem apologię katastroficznej teorii przeciwko krytyce niektórych autorów, którzy czerpali korzyści z hołdowania marksistowsko-leninowskiemu światopoglądowi. Polemika ukazała się w grudniu 1989 roku, co przysporzyło mi kupę problemów, a które nic nie straciły ze swej aktualności aż do listopada 1997 roku. Przez te osiem lat moje argumenty nic nie straciły ze swojej wagi, pozwolę sobie tedy zacytować cały mój artykuł en block: |
|
| Zmieniony ( środa, 19 grudzień 2007 ) |


