|
Niektórzy naukowcy powątpiewają w hipotezę wielkiego potopu, który miał nagle zalać wybrzeża Morza Czarnego przed ok. 8 tys. lat. Jednym z nich jest Ali Aksu, profesor geologii z kanadyjskiego Memorial University of Newfoundland, który od kilkunastu lat prowadzi badania w rejonie Morza Marmara. Z tych badań wynika coś przeciwnego, niż twierdzą William Ryan i Walter Pitman.
- Hipoteza potopu jest bardzo pociągająca i medialna, ale ma też jedną wadę: jest nieprawdziwa - powtarza Aksu. Jego zdaniem to nie Morze Śródziemne wdarło się do Morza Czarnego, lecz odwrotnie - to ostatnie powoli i systematycznie zwiększało swój poziom, aż w końcu przelało się do Morza Śródziemnego.
- Nie był to jednak żaden gwałtowny epizod - twierdzi Aksu. - Po prostu połączyły się ze sobą dwa wielkie zbiorniki wodne. Górą płynęła na zachód mniej słona i lżejsza woda z Morza Czarnego, a pod nią przemieszczała się w odwrotnym kierunku bardziej słona i cięższa woda śródziemnomorska. Tak jest do dziś - mówi Aksu. Zgadza się on zarazem, że dzięki książce Ryana i Pitmana nie brakuje funduszy na badania na temat tego, jak Morze Czarne łączyło się ze Śródziemnym. - Wszyscy chcieliby w końcu się dowiedzieć, jak było naprawdę. A praca Marka Siddalla to kawałek dobrej naukowej roboty - przyznaje.
Jednym z tych, którzy bardzo przywiązali się do hipotezy powodzi Noego, jest odkrywca "Titanica" Robert Ballard, który już kilka razy organizował wyprawy na dno Morza Czarnego w poszukiwaniu resztek zatopionych domów. Ale żadna z jego wypraw nie dostarczyła rozstrzygających dowodów.
|